18. Wreszcie ruszyliśmy w kierunku grzbietu na drugim planie…

30 maja – 3 czerwca – Gorganami z Przełęczy Wyszkowskiej do Osmołody

Gorganami z Przełęczy Wyszkowskiej do Osmołody

            Długi weekend przełomu maja i czerwca spędziliśmy w Gorganach nawiązując sentymentalnie do naszej pierwszej wizyty w Osmołodzie 10 lat temu. Na trasę przejścia ruszyliśmy z północno-zachodniego krańca Gorganów i w trzy dni mieliśmy dotrzeć do ich serca. Autokarem podjechaliśmy na Przełęcz Wyszkowską rozgraniczającą Gorgany od Bieszczadów Wschodnich i po przygotowaniach szlakiem czerwonym ruszyliśmy starą przecinką graniczną w górę na szczyt Gorganu Wyszkowskiego (1440). Po 4 godzinach marszu, mijając kulminacje Magury, Załomu i Gorganu Przysłopu, po krótkim, ale prawie pionowym podejściu stanęliśmy na jego szczycie ze słupkiem 32 starej polsko-czechosłowackiej granicy. Na zejściu pojawiły się pierwsze zwalone drzewa, które trzeba było omijać. Przy trawersie Małego Gorganu ich ilość momentami przyprawiała o zawrót głowy. Za Tersą, na polanie przy samotnym szałasie przysiedliśmy razem z wypoczywającym czołem naszej grupy. W dole doliny Terebli widzieliśmy zabudowania wsi Słoboda, a na horyzoncie ciąg szczytów od Gorganu Ilemskiego poprzez pasmo Jajka Ilemskiego z Mołodą po Grofę z Parenkami i Popadią na ostatnim planie. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej niewysokim grzbietem wododziałowym aż do słupka 25 starej granicy. Za nim szlak czerwony schodził w dół do doliny Świcy, by potem wznosić się w górę na Połoninę Sołotwinkę pod Mołodą, gdzie planowaliśmy zanocować. My postanowiliśmy zostać na grzbiecie wododziałowym i wzdłuż starej granicy, nie tracąc wysokości dotrzeć na miejsce przez Połoninę Hyczę. Wariant ten łatwy orientacyjnie przysporzył nam kłopotów, bo rozjeżdżoną drogę wypełniały ogromne kałuże, które zmuszeni byliśmy omijać lasem. Kończyła się nam woda, więc na Hyczy próbowaliśmy znaleźć źródła, ale były tylko niewielkie młaki z wodą stojącą. W końcu wieczorem dotarliśmy pod Mołodą, gdzie w potoku Mołodyniec zaopatrzyliśmy się w wodę. Po rozbiciu się na Połoninie Sołotwinka musieliśmy jeszcze stoczyć nierówną walkę z meszkami, żeby móc choć chwilę nacieszyć się ogniskiem i jakże zasłużonym relaksem. Tego dnia przeszliśmy 24 km a potrzebowaliśmy na to aż 12 godzin. Następnego dnia wczesnym rankiem 4 osoby wybrało się na górującą nad biwakiem Sywanię Lolińską, by grzbietem dotrzeć na Jajko Ilemskie na końcu pasma. Trzy dalsze ruszyły wkrótce na Mołodą, by dotrzeć tego dnia do schronu na Płyścach za Grofą. Reszta niespiesznie zwinęła obóz i rozpoczęła podejście na Mołodą, by stanąć na niej po dwóch godzinach. Końcówka grupy stanęła na szczycie razem z Agnieszką i Przemkiem z Kielc, którzy dokładnie o tej porze 22 lata wcześniej stanęli na ślubnym kobiercu. Uczciliśmy to pyszną nalewką na odrostach sosnowych. Po zejściu do doliny Mołody urządziliśmy nad rzeką dłuższy biwak z przygotowaniem gorącego posiłku. Tu dogoniła nas czwórka uczestników wypadu na Jajko. Tylko Wacek przeszedł na drugi brzeg rzeki po kładce złożonej z dwóch pni świerkowych, reszta z największą przyjemnością przebrała się w klapki lub sandały i pokonała rzekę brodem. Tego dnia chcieliśmy jeszcze dotrzeć do chaty myśliwskiej na przełęczy między Grofą a Koniem Grofeckim, bo prognozy na wieczór były nieciekawe. Rzeczywiście na podejściu zaczęło padać, ale większa burza przeszła bokiem. Na wysokości zarastającego Stawu Grofeckiego przestało kropić i bez przeszkód osiągnęliśmy przełęcz. Trzy osoby przeszły wcześniej do schronu na Płyścach, więc większość rozlokowała się w chacie: w izbie i na stryszku. Osiem osób rozbiło się koło chaty. Wieczór spędziliśmy przy ognisku kibicując Miśkowi, który gotował zupę w kociołku. Wszyscy jej skosztowaliśmy – smakowała wybornie. Nad ranem spora grupa poszła na wschód słońca na Grofę. Dołączył do nich Michał, który miał dość mojego chrapania mu do ucha. Reszta wyruszyła na szczyt późnym rankiem, kiedy ustał deszcz. Wszyscy schodzili z Grofy na Płyśce i potem zielonym do doliny Kotelca, a niektórym udało się wcześniej wspiąć na Parenki. Ja zeszłam z czwórką, która nie zdecydowała się wchodzić na szczyt, trasą ścieżki dydaktycznej do doliny Kotelca i dalej do Osmołody.  Wieczorem, po obiadokolacji na polu biwakowym przy „Arnice” posłuchaliśmy kapeli huculskiej z Jasienia, która przygrywała tak ochoczo, jak 10 lat wcześniej na pamiętnym weselu Bogusi i Stacha. Ci młodzi ludzie poznali się i pokochali na jednym z moich wyjazdów w Gorgany Wschodnie na Doboszankę. Kiedy dwa lata później w 2008 r. wzięli ślub i na swój miesiąc miodowy zdecydowali się pojechać z nami znów w Gorgany postanowiłam to uczcić. Z pomocą Julki i Wiktora zamówiłam huculskie stroje i kapelę i w tajemnicy przed nimi urządziliśmy im plenerowe wesele. Zabawa się udała i do tego czasu wspominają to wydarzenie, a w albumie mają więcej zdjęć z Osmołody, niż z Krakowa, gdzie brali ślub. Teraz też ich zapraszałam, ale obowiązki i dwójka synów, nie pozwoliła im pojechać żeby powspominać. Za to my i druga grupa z sanockiego PTTK z Markiem Kusiakiem bawiliśmy się doskonale.

Autorzy zdjęć: Marek Bednarz, Anka Dziedzic, Gocha Jachym, Michał Kaniewski, Grzegorz Markowski, Agnieszka Wajcowicz-Stępień, Wojtek Żurek i Majka

One thought on “30 maja – 3 czerwca – Gorganami z Przełęczy Wyszkowskiej do Osmołody

  1. Fantastyczna relacja… och… Fajny klimat ogólnie i cóż… Gorgany 🙂 Miłe wspomnienia <3 Byłam z Wami chwilkę 😉 Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.