34. Kończyliśmy trawers Krzemienia…

W bieszczadzkim worku – Jesienne Bieszczady

W bieszczadzkim worku

Turystyczny sezon tradycyjnie już kończyliśmy wyjazdem w Bieszczady. Na ten rok zaplanowaliśmy przejście połoninami tzw. bieszczadzkiego worka z wejściem na dwa najwyższe szczyty polskich Bieszczadów: Tarnicę (1346) i Halicz (1333). Od Halicza wyższy o 2 metry jest Krzemień, ale szlak jego szczytem nie przebiega, jak w przypadku Halicza. Na trasę przejścia ruszyliśmy z Wołosatego kierując się szlakiem czerwonym na Przełęcz Bukowską. To monotonny i długi fragment trasy, więc woleliśmy go zrobić szybko będąc pełnymi werwy. Na koniec zostawiliśmy sobie połoniny i widoki z krótkim zejściem do Wołosatego. Ci, którzy znacznie wyprzedzają stawkę mogli trasę wydłużyć o zejście Szerokim Wierchem do Ustrzyk Górnych. Rzeczywiście na przełęczy zameldowaliśmy się wszyscy przed założonym czasem. Pogoda dopisała choć brakowało ostrego słońca, które by pięknie wyzłociło przebarwiony już jesiennie las. Było też w powietrzu trochę jesiennej mgiełki, która nie pozwalała widzieć zbyt daleko np. Borżawy na Ukrainie. Na przełęczy nie zabawiliśmy długo, bo w wiacie brakło miejsca dla wszystkich chcących odpocząć. Musieliśmy się zadowolić pierwszymi wychodniami skalnymi na stokach Rozsypańca. Podchodziliśmy w górę chłonąc widoki i podążając wzrokiem za promieniami słońca, które oświetlało co raz to inne fragmenty okolicy. A to niedostępny dla turystów południowy koniuszek Bieszczadów z Kińczykiem Bukowskim i Opołonkiem, a to las bukowy schodzący do doliny Sanu czy ten schodzący do potoku Wołosatka. Kiedy podeszliśmy wyżej ujrzeliśmy połoniny najwyższych bieszczadzkich szczytów: Tarnicy, Krzemienia, Halicza biegnące Szerokim Wierchem i Bukowym Berdem dalej ku północy. To kwintesencja Bieszczadów. Szło się wybornie, bo nie było błota i wiatr głowy nie urywał. Z Halicza podziwialiśmy rozświetlony słońcem wypłaszczony wierzchołek Wołowego zwanego Trumną. Po pamiątkowych fotkach ruszyliśmy trawersując płowe stoki Kopy Bukowskiej i Krzemienia w kierunku Przełęczy Goprowców. Słońce odważniej wyjrzało zza chmur, więc połoniny i las będący tu na wyciągnięcie ręki zagrał całą paletą barw. Jeszcze tylko podejście terenowymi stopniami w górę i znaleźliśmy się w Siodle pod Tarnicą, gdzie ruch był duży. Spotkaliśmy naszych schodzących z Tarnicy i ruszających w stronę Tarniczki, by zejść Szerokim Wierchem do Ustrzyk, innych schodzących do Wołosatego. Sporą grupkę stanowili odpoczywający, a niewielką… wypełniający ankietę. Po wejściu na Tarnicę uwieczniliśmy się z resztą naszych pod krzyżem i ruszyliśmy w dół. Niżej w lesie znów otoczyła nas jesień swoimi kolorami i tak było do końca. W Wołosatym z braku zasięgu nie było kontaktu z resztą w Ustrzykach. Ruszyliśmy w drogę powrotną, kiedy wszyscy głodni posilili się w barze. Okazało się, że nasze aktywne czoło już od dłuższego czasu nas wypatrywało. Wracaliśmy doliną Solinki, bo droga przez Cisnę była zamknięta. Skorzystała Danusia, bo została w Bukowcu u znajomych. Myśmy już zalewu nie ujrzeli, bo było ciemno. Widok  szerokich połonin i przebarwionych jesiennie lasów musi nam wystarczyć do przyszłego sezonu.

Autorzy zdjęć: Benia Bosek, Krzyś Smoczyński, Dorota Wójcik i Majka

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.