44. …i całe łany pełnika, gdzie chętnie…

Czerwonymi Wierchami w pełni wiosny

Czerwonymi Wierchami w pełni wiosny

            Ostatni raz byliśmy na Czerwonych Wierchach późną jesienią, kiedy porastający je sit skucina przebarwiał się na tak charakterystyczny rdzawo-czerwony kolor, skąd bierze się nazwa pasma. Tym razem mieliśmy je oglądać w pełni wiosny. Na trasę przejścia ruszyliśmy z Nędzówki szlakiem czerwonym, który po ponad godzinie przez Wyżnie Stanikowe Siodło przyprowadził nas na kwitnący tysiącem roślin Przysłop Miętusi. Stąd realizujący niższy i krótszy wariant mieli się udać Ścieżką nad Reglami do Doliny Kościeliskiej, ale zdecydowana większość miała podążać niebieskim szlakiem na Małołączniaka. Po krótkim odpoczynku najpierw ruszyli ci, którzy do przejścia szczytami dodali zejście Tomanową Doliną. Za nimi reszta kierując się w górę zalesionym stokiem Skoruśniaka. Co raz po prawej za Doliną Miętusią migały nam strome stoki Twardego Upłazu, którym mieliśmy schodzić z Ciemniaka. Z lasu wyszliśmy na tarasowatą polanę Kobylarza, skąd podchodziliśmy w górę, w lewo w kierunku pokrytego piargiem wylotu Kobylarzowego Żlebu. Jego środkowy, najbardziej stromy odcinek pokonujący skalny próg zaopatrzony jest w łańcuchy, które ułatwiają podejście. Ten fragment trasy dostarczył nam największych emocji. Żleb wyprowadził nas na Czerwony Grzbiet skąd kapitalnie prezentował się Giewont. Po wdrapaniu się na kopułę Małołączniaka nie pozostaliśmy na nim długo, bo przenikliwy wiatr ściągnął od strony Tatr Wysokich cały wał chmur. Schodząc na Litworową Przełęcz mijaliśmy żółte kobierce omiega kozłowca i pełnika alpejskiego. Podchodząc na najwyższą w paśmie Krzesanicę odsłoniła nam się na wschodzie cała grań prowadząca od Kopy Kondrackiej na Łomnicę a chwilę później zasłonięty dotąd majestatyczny Krywań na południu. Idąc grzbietem w stronę Ciemniaka mieliśmy przed oczami najwyższą w Tatrach Zachodnich Bystrą, która to odsłaniała się to znów pokrywała czapą chmur. Z Ciemniaka schodziliśmy Twardym Upłazem na Chudą Przełączkę skąd najaktywniejsi schodzili zielonym szlakiem na halę Ornak przez Tomanową Dolinę. Końcówka schodziła czerwonym do Kir przystając na krótką chwilę przy skale Piec, gdzie pięknie kwitły storczyki, ale natrętne meszki nie dały nam chwili spokoju. Tymczasem nasze aktywne czoło zdążyło wypić piwo w schronisku na hali Ornak, spotkać się z misiem i przejść przez Wąwóz Kraków i Smoczą Jamę. Spotkaliśmy się prawie wszyscy w końcówce trasy na Wyżniej Kirze Miętusiej i w Bramie Kantaka, gdzie odpoczywaliśmy przy potoku lub kupowali oscypki w góralskich bacówkach. To był fajnie spędzony dzień.

Autorzy zdjęć: Dorota Białogłowicz, Benia Bosek, Agnieszka Bugaj, Gocha Jachym, Krysia Kuśnierz, Marian Pałys i Majka

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.