61. …które przyciągały uwagę swoją urodą…

Na przebarwionej jesiennie Borżawie

Na przebarwionej jesiennie Borżawie

W drugi weekend września pojechaliśmy na ukraińskie Zakarpacie by przejść się połoninami Borżawy. Ponieważ wyjechaliśmy o północy z piątku na sobotę, a stan dróg ukraińskich ostatnimi czasy bardzo się poprawił już przed ósmą piliśmy poranną kawę w Niżnych Worotach. Na przełęczy Menczył (618) przed Wołowcem wysiadł Adam, który zamierzał tego dnia wejść na Bozovo (1095) i po zejściu do doliny Wiczy wspiąć się na Temnatyka od zachodniej strony, a potem trawersując stoki Płaja zejść do Hukliwego na nocleg. My przejechaliśmy na Przełęcz Wołowiecką (731) skąd zamierzaliśmy wchodzić na Wielki Wierch (1598) i dalej przez Temnatyk zejść do Wołowca. Podejście początkowo prowadziło lasem poprzetykanym sporymi polanami. Po godzinie osiągnęliśmy Rapecką (1210) i początek połoniny. Połonina porośnięta w większości borówczyskiem zaczęła się już jesiennie przebarwiać. Na wypłaszczeniu pod skalistą kulminacją 1475 stał gruzowik zbieraczy borówek i brusznic. Poranne mgły już ustąpiły, ale powietrze nie było klarowne, więc zbyt rozległych widoków nie mieliśmy. Po prawej ręce widzieliśmy stoki Wysokiego Wierchu i Płaja schodzące do doliny Hukliwczyka, po lewej za doliną Proszanek tworzących potok Filipiec – stoki Gimby, nad którą roiło się od fruwających jak kolorowe motyle paralotni. Kiedy większość grupy podchodziła na szczyt Wielkiego Wierchu czołówka była już w drodze na najwyższy szczyt Połoniny Borżawy – Stója (1692).  Ze szczytu Wielkiego Wierchu w kierunku południowym schodzi króciutkie ramię do zwornika, z którego odchodzą dwa potężne grzbiety: ku południowemu wschodowi grzbiet Gimby i Magury Żydowskiej i ku południowemu zachodowi grzbiet Stója i Zenevy. Po pamiątkowej fotce i odpoczynku ruszyliśmy ku północnemu zachodowi i widocznym szczytom Płaja (1331) i Temnatyka (1344). Pod Płajem urządziliśmy sobie dłuższy biwak z rozciągnięciem się na trawie i degustacją borówek, które Romek dostał od jednego ze zbieraczy. Przekąsiliśmy też co nieco ze swoich zapasów i ruszyliśmy dalej, bo niebo zaczęło się chmurzyć. Kiedy  wchodziliśmy stokami Temnatyka zaczęło padać, więc ubraliśmy peleryny. Zbierało się na burzę, ale silny wiatr przegonił chmury i po chwili znów wyjrzało słońce. Schodziliśmy teraz jednym z piękniejszych grzbietów Borżawy wiodącym z Temnatyka ku północy i zakończonym kulminacją Woskresnego z potężnym krzyżem. Pod nim przysiedliśmy na dłużej i dogoniło nas nasze czoło załapując się na resztę nalewki miodowo-korzennej. Stąd już wszyscy zeszliśmy do Wołowca, gdzie czekał autokar. Nocowaliśmy w hotelu „Natalia” w Hukliwym razem z grupą Marka Kusiaka z Sanoka. W nocy solidnie popadało, ale ranek wstał bezdeszczowy lecz mglisty. Przejechaliśmy do wsi Izki skąd pasterskim płajem ruszyliśmy na grzbiet Kiczerki (776). Winniśmy być na szlaku zielonym, ale go jeszcze nie wyznakowano. Korzystając z mapy i GPS-a przez niską przełęcz i drogami leśnymi wspięliśmy się na grzbiet Magury Żydowskiej (1517). Kiedy osiągnęliśmy połoninę weszliśmy w mgłę gęstą jak mleko. Widząc ledwo na kilka kroków przed sobą trzymaliśmy się razem. Wiał silny wiatr, więc nałożyliśmy polary, kurtki, czapki i rękawiczki. Na szczycie nie zabawiliśmy długo, bo było zimno i nieprzyjemnie. Ruszyliśmy grzbietem w kierunku Gimby (1491), gdzie sfotografowaliśmy się przy słupku ozdobionym zostawioną przez kogoś kolorową chustą. Na zejściu z Gimby do górnej stacji wyciągu mgła zaczęła rzednąć. W pewnej chwili wyszliśmy z niej i znaleźliśmy się między chmurą a stokiem z widokiem na zalaną słońcem dolinę z wioskami w dole. Tylko dla tej chwili i tego widoku warto było przemierzyć cały grzbiet we mgle. Po chwili przeznaczonej na zdjęcia tego niezapomnianego zjawiska zeszliśmy do kolejki i zjechaliśmy nią do Filipca. Przed powrotem zobaczyliśmy jeszcze największą atrakcję wioski – wodospad Szypot. Od ostatniej tu bytności wiele się zmieniło. Powstały stoiska dla miejscowego rzemiosła, pamiątek i domowych przetworów, z kamieni bez użycia kleju zbudowano „skalne miasteczko”, wzniesiono park linowy no i ustawiono kasę do poboru opłat za wstęp. Tylko wodospad się nie zmienił – jak dawniej spada kilkoma kaskadami z wysokiej ściany. Po drodze, na końcu wsi prawdziwą furorę zrobiła popielata, szczeciniasta świnia pozując do fotek i zjadając owoce i cukierki. Przed zmrokiem dotarliśmy na granicę w Krościenku, którą udało nam się przekroczyć w rekordowym czasie 1,5 godziny.

Autorzy zdjęć: Adam Bakaj, Agata Barłóg, Benia Bosek, Gocha Jachym, Krysia Kuśnierz, Malwina Mroczka, Paweł Róg, Marek Różański, Krzychu Smoczyński, Przemek Stępień, Agnieszka Wajcowicz-Stępień i Majka

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.