106. Wieczór znów spędziliśmy przy ognisku.

Ţarcu – bajkowe rumuńskie góry

Ţarcu – bajkowe rumuńskie góry

                W piątkowy wieczór 10 sierpnia wyruszyliśmy w rumuńskie Karpaty Południowe. Za cel obraliśmy sobie góry Ţarcu, które wielkie wrażenie zrobiły na nas rok temu, kiedy szliśmy grzbietami Godeanu. Sobotnim rankiem zameldowaliśmy się w miejscowości Poiana Marului, wsi letniskowej nad zalewem  w głębokiej dolinie między Muntele Mic a masywami Ţarcu, Baicu i Bloju. Mając cztery dni do dyspozycji i zagwarantowaną dobrą pogodę mogliśmy się pokusić o przejście całości. Szlakiem niebieskich pasków ruszyliśmy w górę i po czterech godzinach dotarliśmy na potężną, trawiastą kopułę Muntele Mic (1802) widząc za doliną Şucu dwutysięczne masywy tworzące góry Ţarcu. Całe Muntele Mic to doskonale zagospodarowany kompleks narciarski z mnóstwem wyciągów i szosą dojazdową od strony doliny rzeki Timiş i miasta Caransebeş po zachodniej stronie masywu. Schodziliśmy z niego szlakiem czerwonych pasków na południową stronę ku niskim przełęczom oddzielającym Muntele Mic od masywu Ţarcu, szukając miejsca na nocleg. Większość rozbiła się na okolonej drzewami polanie powyżej Şaua Jigora (1205) a tuż poniżej Vf. Şeroni (1400). Reszta poszła dalej pod stację meteo z jeziorkiem na Cuntu (1450), a 3 chłopaków z czołówki rozbiło się na pierwszym trawiastym wypłaszczeniu powyżej Cuntu. Obie niżej rozlokowane grupy spędziły wieczór przy ogniskach podziwiając zachód słońca. W niedzielę po zwinięciu obozu po godzinie podejścia dotarliśmy na Cuntu i ujrzeliśmy naszych podchodzących w górę stoku. Nie goniliśmy ich tylko zajęliśmy ławki przy budynku i odpoczywając, rozmawialiśmy z pracownikiem stacji meteo. Uzupełniliśmy też wodę i dopiero wtedy ruszyliśmy w górę. Czekało nas 4,5-kilometrowe podejście w górę z ponad 700-metrowym przewyższeniem. Gdzieś w połowie podejścia w lewo odbijał trawers na przełęcz Plaiului omijający grań szczytową, ale rozpoczynał się tak karkołomnym zejściem na dno kotła, że łatwiej wydawało się iść przez szczyt. Na podejściu na Sadovanu (1996) mijali nas zbiegający ze szczytu Rumuni, których spotkaliśmy na Cuntu. Weszliśmy w strefę przewalających się chmur, które to zasłaniały to znów odsłaniały świat wokół. Po chwili osiągnęliśmy stację meteo na szczycie, gdzie gospodarze zaproponowali nam kawę i postawili wodę na wrzątek. Nasi z czołówki ruszyli już dalej a my zajęliśmy ławy pod budynkiem razem z dwójką Niemców. Okazało się, że dziewczyna pracownika stacji dużo chodzi po górach a w maju tego roku przeszła Camino Promitivo z Oviedo do Santiago de Compostela, więc znalazłyśmy wspólny język. Po solidnym odpoczynku i po wspólnej fotce na szczycie Ţarcu (2190) ruszyliśmy w głąb pasma w kierunku przełeczy Plaiului, gdzie dopadło nas stado motocrossowców. Przed nami wznosiło się najwyższe pasmo gór Ţarcu z najwyższym Caleanu (2196), na które wspięło się nasze czoło. My ruszyliśmy dalej szlakiem czerwonych pasków trawersując jego stoki w kierunku wschodnim. Szliśmy teraz szeroką trawiastą przestrzenią z kwitnącym kuflikiem, jastrzębcem i pachnącą macierzanką z widokiem na góry Godeanu na wschodzie połączone z Ţarcu zwornikiem z Prislopem. Z Şaua Scheiului na granicy gór Baicu zeszliśmy nad jezioro Pietrele Albe, gdzie rozbiliśmy się obok namiotów naszych kolegów. Po drugiej stronie jeziora stała stana ciobana Emila a niżej za potokiem stado psów pastwiło się nad truchłem zdechłej krowy. Tym razem ognisko musieliśmy sobie wyobrazić, bo nie było nic co mogłoby podtrzymać ogień poza zeschłymi plackami krowiego łajna. Emil okazał się „wporzo” częstując Romka z Ryśkiem (więc nas wszystkich) sporym kawałkiem sera i kilka razy przeganiając stado krów, które próbowało spenetrować nasz teren. Rankiem spakowani ruszyliśmy w górę do szlaku na grzbiecie, który wyprowadził nas na szczyt Nedeia (2156), najwyższy w paśmie Baicu. Tu się rozdzieliliśmy. Siedem osób postanowiło zejść wcześniej z gór korzystając ze szlaku niebieskich trójkątów przez Bistricioarę (2005). My zdążaliśmy dalej ku północnemu wschodowi odpoczywając dłużej na szczycie Baicu (2123). Na zejściu na przełęcz Iepei ujrzeliśmy w dole doliny po wschodniej stronie sztuczny zbiornik Gura Apelor na granicy z Retezatem. Na przełęczy odsapnęliśmy moment i rozpoczęliśmy ostre podejście na pierwszy szczyt w paśmie Bloju – Custurii (2089). Od razu dostrzegliśmy różnicę w wyglądzie gór: pojawiła się kosówka i rumosz skalny. Najpierw niewielkie kępy, a wyżej już spore połacie. Tuż za szczytem ujrzeliśmy nasze czoło zdążające skalistą granią na lekko w stronę Pietrii i Bistrej. Z przełęczy skąd ślicznie prezentowały się jeziorka Netiş w dole, a kępa kosówki skrywała plecaki naszych, zeszliśmy na brzeg większego stawu. Kiedy uporaliśmy się z namiotami, kąpielą i gorącym posiłkiem nadciągnęła reszta z górskiej eskapady. My postanowiliśmy wejść na Pietrii następnego dnia przed zejściem do wioski. Tego dnia obozowisko rozbrzmiewało gwarem kąpiących się. Dno tego jeziorka było bowiem kamieniste a nie muliste jak poprzedniego. Potem nazbieraliśmy zeschłych gałęzi kosówki i jałowców i wieczór spędziliśmy przy ogniu. Tylko Marek z Bartkiem i Wackiem rozbili się na grzbiecie chcąc o świcie ujrzeć wschód słońca. Wtorkowym rankiem, po zwinięciu obozu ujrzeliśmy naszą trójkę romantyków wspinających się z całym dobytkiem na Bloju i ruszyliśmy ich śladem.  Na Bloju (2162) stanęliśmy do wspólnej fotki podziwiając widok na Godeanu, Baicu i Ţarcu na południu. Reszta rozpoczęła zejście bocznym grzbietem na zachód do Poiany Marului. Edyta została przy plecakach a czwórka ruszyła na pokryty gorganem Pietrii (2192), drugi co do wysokości szczyt gór Ţarcu. Widzieliśmy stąd zaplanowane wcześniej zejście przez Murgan (1966) i Sturu (1823) długie i biegnące w większości lasem. Z tego względu wybraliśmy krótsze i bardziej widokowe. Z Pietrii fantastycznie prezentowała się panorama szczytów Karpat Południowych od Retezatu na wschodzie poprzez Mały Retezat i Godeanu do Baicu na południu i poprzez pasmo Ţarcu do Muntele Mic na zachodzie. Po nasyceniu oczu widokami wróciliśmy na Bloju i rozpoczęliśmy zejście wyraźną ścieżką bocznym grzbietem w kierunku północno-zachodnim wprost na połyskującą taflę zalewu na rzece Bistra Marului. Po zejściu do doliny rozbiliśmy się na polu namiotowym z dobrą infrastrukturą. Wieczorem przy ognisku świętowaliśmy tradycyjnie moje imieniny a rankiem ruszyliśmy do kraju zatrzymując się tylko na krótki spacer po jednym z ważniejszych miast rumuńskiego Banatu Aradzie, gdzie obejrzeliśmy zabytkowe XIX-wieczne centrum. Ostatni akcent to obiad w ulubionej knajpie na Węgrzech przed Debreczynem.

Autorzy zdjęć: Marek Bednarz, Gosia Jachym, Jarek Jajuga, Agnieszka Wajcowicz-Stępień i Majka

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.