154. …kierując na ścieżkę wzdłuż wybrzeża.

Wybrzeżem Atlantyku do Santiago de Compostela – I Dekada

Wybrzeżem Atlantyku do Santiago de Compostela

Camino de Santiago ma niezwykłą moc przyciągania. Kto raz tego skosztuje – nie spocznie. Doświadczyłam tego po zakończeniu Drogi Francuskiej na Monte do Gozo, kiedy spotkałam sporą grupę Polaków, którzy przyszli po Camino Portugalskim z Lizbony i już myśleli o kolejnym wyzwaniu. Ja też pomyślałam wtedy o Lizbonie, jako miejscu kolejnego startu, ale wkrótce zmieniłam zdanie. Póki sił starcza postanowiłam zmierzyć się z Camino del Norte, które uchodzi za najtrudniejsze. Szlak prowadzi z Irun, pierwszej miejscowości hiszpańskiej nad Zatoką Baskijską, wybrzeżem Atlantyku przez Kraj Basków, Kantabrię, Asturię aż do Galicji, gdzie za Ribadeo odbija w góry w stronę Santiago de Compostela.

25 marca poleciałam do Lourdes, gdzie znów zatrzymałam się w Domu Polskim Sióstr Nazaretanek. Tam przy śniadaniu poznałam Krysię, Anię i Gosię, które też ruszały z Irun na Camino Primitivo. Pomyślałam, że jak do nich dołączę to będzie raźniej i prawie połowę trasy pokonamy wspólnie i dopiero za Villaviciosą one skierują się na Oviedo a ja pomaszeruję wybrzeżem do Gijon i dalej. Niedzielę Palmową spędziłyśmy jeszcze w Lourdes i dopiero w poniedziałek 27 marca przejechałyśmy pociągiem do Hendaye, ostatniej miejscowości francuskiej przed granicą z Hiszpanią i po moście granicznym przeszłyśmy do Irun. Przy okazji okazało się, że 4 osoby to już grupa i skorzystałyśmy ze zniżki na kolei (zamiast po 19 zapłaciłyśmy po 15 euro). Już na pierwszym etapie podzieliłyśmy się na dwie dwójki: ja z Gosią szłyśmy przodem mocniejszym tempem, za nami Krysia z Anią maszerowały wolniej. Myślałam, że dojdziemy tego dnia do San Sebastian (25 km), ale na niespełna 17-tym km w Pasaia Donisane dziewczyny były już mocno zmęczone i zatrzymałyśmy się w albergu Santa Ana. GPS Krysi pokazywał pokonane 18,5 km. Tak było i później. Wskazania GPS-a znacząco różniły się od dystansów podanych w przewodniku. Już po pierwszym dniu wiedziałam, że trudność trasy wynika z niemałych przewyższeń jakie zalicza się ustawicznie pokonując kolejne klify. Trasa biegnąca wybrzeżem Atlantyku ciągle wznosi się na klify i wzniesienia i schodzi do kolejnych zatok. Przez to jest niezwykle atrakcyjna widokowo, ale i potwornie ciężka, szczególnie przy zmiennej, wiosennej pogodzie i przy rozmiękłym gruncie. Przemaszerowałyśmy wspólnie trzy kolejne etapy robiąc 24,5 km do Orio (wg GPS – 28 km), 28 km do Deby (GPS – 31 km) i 22,5 km do Markina-Xemein (GPS – 27km). Był Wielki Tydzień, a kościoły były przeważnie zamknięte. Tylko w San Sebastian zapowiadano procesję Wielkopiątkową, ale byłyśmy tam początkiem tygodnia. W Wielki Piątek szłyśmy przez niewielkie miejscowości i dopiero późnym popołudniem w Itziar trafiłyśmy na nabożeństwo w kościele. Tam też pewien Bask dał nam po 2 pomarańcze zerwane prosto z drzewa. Z kolei w Wielką Sobotę nocowałyśmy w albergu przy klasztorze karmelitów w Markina-Xemein, gdzie członkowie miejscowego Towarzystwa Jakubowego zorganizowali uroczystą kolację dla siebie i pątników z albergu. W niedzielę Zmartwychwstania byłyśmy w drodze do Guerniki. Za Bolibar, gdzie urodził się Simon Bolivar, podróżnik, odkrywca i bohater Wenezueli i wielu krajów Ameryki Łacińskiej w klasztorze cystersów w Zenarruza miała być msza za półtorej godziny. Krysia z Anią postanowiły poczekać, bojąc się, że potem nie będzie już takiej okazji. My z Gosią poszłyśmy dalej, wiedząc, że w Guernice – stolicy Kraju Basków powinnyśmy trafić na mszę wieczorną. I rzeczywiście, po rozlokowaniu się w albergu zobaczyłyśmy najświętsze miejsca Basków: ich parlament i dąb, pod którym baskijscy reprezentanci w sejmie Hiszpanii ślubują na wierność swojej małej Ojczyzny. Byłyśmy też na mszy w kościółku Santa Maria obok. Krysia i Ania zatrzymały się w nowym albergu na 18-tym km w Zarra (7,5 km przed Guerniką). Przez kolejne dwa dni do Bilbao szłyśmy dwójkami osobno. My po drodze zatrzymałyśmy się w Larrabetzu ze wspaniałym muralem w rynku przedstawiającym w górnej części picassowską „Guernikę” a w dolnej – mieszkańców Larrabetzu patrzących w niebo na bombowce lecące na ich stolicę. Drugiego dnia zostało nam tylko 14,5 km do Bilbao, więc miałyśmy masę czasu na zwiedzanie tego ciekawego miasta. Ja, podczas gdy Gosia odpoczywała, odwiedziłam Muzeum Sztuki Współczesnej Guggenheima. Ponieważ dziewczyny miały dotrzeć do Bilbao wieczorem, więc postanowiłam przygotować swoją specjalność – kurczaka w marchewce i porach dla wszystkich. Poza tym miałam już dwa dni opóźnienia w stosunku do pierwotnego planu i wiedziałam, że muszę mocniej ruszyć do przodu żeby zdążyć. Gosia była w rozterce, bo z jednej strony moje tempo bardziej jej odpowiadało, ale czuła się lojalna w stosunku do dziewczyn. Na szczęście Krysia i Ania zaproponowały jej, że jeśli chce iść ze mną to ma wolną rękę. Wieczór w uroczym albergu na wzgórzu Altamira był naszym pożegnaniem. Dalej szłyśmy dwójkami. Ja z Gosią trasą Camino del Norte i dotarłyśmy na miejsce 27 kwietnia. Trasa, aż do granicy Galicji w Ribadeo prowadziła wzdłuż wybrzeża i mimo zmiennej pogody było ciepło, ze sporą ilością słońca w ciągu dnia. Znakiem rozpoznawczym były dojrzałe cytrusy na drzewach obok kwitnących drzew owocowych: jabłoni, grusz, czereśni i śliw. Za Ribadeo szlak skręcił w głąb lądu, skończyły się cytrusy i pochłodniało znacznie na ostatnie pięć dni. W trakcie marszu spotkałyśmy wielu ciekawych ludzi.  Zacznę od Adama i Bartka z Polski, którzy najpierw spotkali nasze koleżanki, a później dogonili nas. Razem spaliśmy w albergu w Soto de Luiña i rozstaliśmy się na kolejnym etapie, bo chłopcy szli dużo szybciej i robili ponad 40 km dziennie (Adam biega maratony). Najwięcej było pątników z Niemiec. Z Oliwierem, Ralfem i Peterem spotykałyśmy się na kilku etapach, z Andrejem, który znał rosyjski (jego rodzice przesiedlili się z Kazachstanu) rozmawiałyśmy w albergu Santa Ana w Pasai Donisane, by potem spotkać się w albergu „El Cagigal” w Guemes, w Comilas i w Tapia de Casariego. Natomiast w Sobrado do Monxes Peter z Ralfem powiedzieli nam, że Andrej został z tyłu ze względu na stan stóp. Z Oliwierem mijałyśmy się na trzech ostatnich etapach i na mecie w Santiago w Parku Alameda. Z Włoch szedł bardzo sympatyczny Gian-Paolo, którego spotkałyśmy kilka razy na trasie, a nocowaliśmy wspólnie w albergu w Larrabetzu. Rozstaliśmy się w Bilbao, bo postanowił zostać tam dzień dłużej. Potem dogonił nasze koleżanki i pytał o nas. Teraz korespondujemy mailowo.  Na barce do Santander spotkałyśmy Jean-Michela i Reynalda z Francji, którzy w latach poprzednich szli z Tours do Bilbao, a teraz postanowili Camino zakończyć. Po dwóch dniach spotkaliśmy się na etapie do Comillas. Panowie zachowali się wspaniale, zaprosili nas do swojego stolika i podzielili się z nami drugim daniem i winem. Na noclegu nigdy się nie spotkaliśmy, bo oni wybierali hostele i pensjonaty. Potem dostałyśmy od nich wiadomość z Santiago de Compostela: musieli przejechać autobusem w związku z problemami zdrowotnymi i zakończyć swoje Camino.  Na kilku etapach spotykałyśmy Bangę z Łotwy. Banga była w wieku Gosi, więc znała rosyjski. Młodzi Łotysze i Litwini, których spotkałyśmy mówili tylko po angielsku. W polskim albergu na Monte do Gozo znów większość stanowili Polacy. Pan Waldemar z Warszawy przyszedł z Katalonii, dwaj młodzi chłopcy z Przeworska skończyli Camino Portugalskie a trójka studentów wpadła na weekend majowy, ale też kilka etapów marszu zaliczyli. My z Gosią dotarłyśmy w piątek wczesnym popołudniem, więc po przepakowaniu z małymi plecaczkami udałyśmy się do Santiago de Compostela, gdzie po formalnościach w biurze pielgrzyma (na dokumencie dystansu napisano nam 815 km) zdążyłyśmy na wieczorną mszę. Wszyscy czekali na uruchomienie kadzielnicy „botafumeiro”, ale nie było sponsora. W sobotę korzystając z dobrej pogody pojechałyśmy z Gosią do Muxii nad Atlantyk, gdzie podeszłyśmy na cypel z latarnią morską i kościołem Matki Boskiej na Barce. W niedzielę znów wrócił ziąb i opady deszczu z gradem i śniegiem, ale w katedrze na mszy zobaczyłyśmy „botafumeiro” w akcji, a ja w Parku Alameda tym razem bez trudu znalazłam pomnik „dwóch Marii”.

Kalendarium I dekady

28.03.2018      I etap

Irun – 6,5 km Santuario de Guadalupe – 16,5 km Pasaia Donisane

29.03.2018      II etap

Pasaia Donisane – 8 km San Sebastian – 13,5 km Igueldo – 24,5 km Orio

30.03.2018      III etap

Orio – 6 km Zarautz – 10 km Getaria – 15,5 km Zumaya – 24,5 km Itziar – 28 km Deba

31.03.2018      IV etap

Deba – 7,5 km Olatz – 22,5 km Markina-Xemein

01.04.2018      V etap

Markina-Xemein – 6 km Bolibar – 7,5 km Zenarruza – 11,5 km Munitibar – 18 km Zarra – 25,5 km Guernika

02.04.2018      VI etap

Guernika – 7 km Alto de Morga – 19,5 km Larrabetzu

03.04.2018      VII etap

Larrabetzu – 3,5 km Santa Maria de Lezama -6,5 km Zamudio – 14,5 km Bilbao

04.04.2018      VIII etap

Bilbao – 8,5 km Barakaldo – 15,5 km Gallarta – 29 km Pobeña

05.04.2018      IX etap

Pobeña – 11 km Mioño – 14,5 km Castro-Urdiales – 23 km Islares –  27,5 km El Pontarron de Gueriezo

06.04.2018      X etap

El Pontarron de Gueriezo – 8,5 km La Magdalena – 17,5 km Liendo – 29 km Laredo – 30 km Santoña

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.